Sep 30, 2012

Pamiętam popularność Motoroli V3. Jej apogeum miało miejsce w roku 2006. Design tego aparatu stał się ikoną, sam telefon był przedmiotem kultu. Prawdziwy szał miał miejsce w Stanach Zjednoczonych. Przechadzałem się wówczas ulicami Nowego Jorku, Motorola była widoczna wszędzie. W reklamach, na plakatach, każdy sklep lub operator sieci komórkowej po prostu musiał mieć ją w ofercie. Oczywiście V3 była też gwiazdą reklam, filmu i telewizji. Widniała na okładkach pism i na zdjęciach w żurnalach mody. Każdy mieszkaniec Nowego Jorku chciał ją posiadać. V3 nie chowało się do kieszeni. Ten telefon musiało być widać. Niesiony był w ręce, na fantazyjnych smyczkach, doczepiony do torebek, zawieszony na szyi, co komu przyszło do głowy. Nie ma w tym cienia przesady, że Motorolę V3 nazwano „iPodem telefonii komórkowej”. Designerzy pracujący w Apple musieli patrzeć zazdrośnie. Nic dziwnego, że starając się jakoś wgryźć w szaloną popularność telefonów Motoroli nawiązali współpracę właśnie z tą firmą. Efektem była Motorola ROKR. Ta kooperacja nie przyniosła Apple żadnego zysku. To nie był ich produkt. Ot, telefon Motoroli, który komunikował się z iTunes. Nic nowego w świecie telefonów. Nic atrakcyjnego pod względem wzornictwa. Mniej wymagający użytkownicy mogli wybrać bardziej uniwersalną Motorolę zamiast iPoda Shuffle. Związek Motoroli z Apple nie mógł trwać długo. Jak wynika z historii Apple, ich relacje z innymi firmami kończą się rywalizacją i prezentacją konkurencyjnego produktu o podobnej funkcjonalności z domieszką Apple style. Nie zawsze udało im się dokonać małej rewolucji, ale premiera iPhone'a była strzałem w dziesiątkę. To iPhone zmiótł V3 z ulic. To iPhone stał się modnym i chcianym przedmiotem widocznym na ulicach, oglądanym w filmach, serialach i żurnalach. To iPhone'a operatorzy po prostu musieli mieć w ofercie tak jak kiedyś zmuszeni byli mieć V3. W 2010 roku Apple definitywnie wygrywa wojnę z Motorolą. Przy czym nazwałbym tę wojnę walką o gadżet ulicy, o to na czym Apple zależy najbardziej, by produkt ze świata technologii był częścią życia. Dla mnie właśnie w tym sensie iPhone był rewolucją. Przedmiot łączący w sobie kilka do tej pory odmiennych światów - świat Blackberry, Motoroli, iPoda i internetu zdobył sympatię konsumentów i stał się elementem życia kawiarni, lotnisk, ulic, wagonów metra itd. Jasne, dziś jest wielu producentów oferujących mniej lub bardziej udane smartfony. Ale ani Samsung ani Motorola ani inni nie mają produktu, który byłby takim must have jak iPhone. Bohater serialu z Galaxy S3? Modelka w żurnalu z Razr Droid? No, okej, może być, ale szału nie ma. A teraz zadam pytanie: sieć komórkowa bez iPhone'a w ofercie?

Opisałem w kilku zdaniach pewną przemianę, która trwała mniej więcej od 2005 roku do teraz (bo przecież musiałem cofnąć się do czasów przed iPhonem). Znam osoby, które skłonne są określić to zjawisko mianem rewolucji. Rewolucji iPhone'a. Mamy 2012 rok i całkiem niedawno Apple pokazuje kolejną odsłonę swojego szlagieru - iPhone'a 5. Proponuję wpisać w wyszukiwarkę hasło „iPhone 5 nie ma rewolucji”. Podane wyniki szukania dadzą dobry przegląd tonu wypowiedzi towarzyszących premierze kolejnej wersji telefonu. Naprawdę nieliczni komentatorzy zachowali zdrowy rozsądek i przytomnie pisali, że Apple rewolucji nie potrzebuje. Zdecydowana większość tekstów wyrokowała natomiast początek końca Apple. Równie pochyłą, po której Apple ma się nieubłaganie staczać do roli firmy ledwie przeciętnej, jednej z wielu.

Śledzę poczynania Apple od dłuższego czasu i jedna rzecz w przypadku tej firmy nieodmiennie mnie fascynuje. Mianowicie to ile czasu poświęca się na wymyślenie i wdrożenie produktu. Nad niektórymi rzeczami zespół projektowy siedzi dłużej, nad innymi krócej, ale niezmiennie jest to spory wkład czasu i energii. Ot, nie można zaprzeczyć, że wspomniana wyżej współpraca z Motorolą była częścią całości prac nad telefonem. Całkiem niedawno pokazano nam prototypy iPada z lat 2002 - 2004, ale początku prac nad urządzeniem tego typu należy szukać daleko wcześniej. Choć obserwowaliśmy ostatnio zaskakującą ilość przecieków o wyglądzie nowego iPhone'a to trzeba przyznać, że Apple doskonale maskuje swoje prace nad nowymi projektami. Czy oprócz plotek nt siedmiocalowego iPada i kolejnych laptopów z ekranami Retina mamy wiedzę o premierowych produktach? Nie. A przecież kiedyś pomysł, że Apple wyprodukuje telefon lub tablet też wydawał się absurdalny. Dopiero po czasie widać zamysł i konsekwencję, a kolejne premiery układają się w logiczną całość. Co jakiś czas ujrzy światło dzienne produkt określany jako „rewolucyjny”, ale nie następuje to co chwilę. Kiedy już coś takiego ma miejsce, Apple bardzo czujnie postępuje starając się nie wypuścić sukcesu z rąk. Nie decydują się na radykalne kroki, chyba że czują się do tego przymuszeni. Jeśli spojrzymy na ostatnie lata, to najbardziej dramatycznym ruchem była decyzja o budowie komputerów w oparciu o procesory Intela. Ale w Apple musieli taką decyzję podjąć, by móc potem zaprezentować komputer typu Macbook Air. A gdy o tym czytamy, dowiadujemy się, że nawet ta decyzja, wyglądająca na dość gwałtowną, przygotowana została odpowiednio wcześniej. Zobaczmy, wydawało się, że w dwutysięcznym roku nic nie zapowiadało pojawienia się późniejszego problemu z mobilną wersją procesorów PPC, z ich apetytem na energię i chłodzenie. Tak jak wówczas zaskakująco brzmiał komunikat o komputerach Apple z procesorami Intela tak dziś to wspomnienie chłodzonych cieczą PowerMaców wydaje się być wręcz surrealistyczne. A jednak rewolucję przygotowano zawczasu. Kilka lat przed jej oficjalnym ogłoszeniem. Nie ma sensu, bym teraz zanurzał się w dane statystyczne. Podejrzewam jednak, że nie rozminę się z prawdą jeśli napiszę, że iPhone sprzedaje się świetnie. System iOS jest najpopularniejszym systemem mobilnym na świecie. Stale rośnie ilość dostępnego dla platformy oprogramowania. Firma Apple sprzedaje więcej iPhone'ów i iPadów niż komputerów. Zarówno produkowanych przez siebie jak i tych z systemem Windows. User experience iPhone'a służy jako wzór, przykład technologii przyjaznej człowiekowi. Nowy model iPhone jest szybszy, lżejszy i bardziej zaawansowany technologicznie niż poprzednie modele. Tymczasem komentatorzy ubolewają, że rewolucji nie ma, iPhone jest dalej iPhone'em.

Zapytam się: a czym miałby być innym? Dlaczego Apple ma przeprowadzać rewolucję skoro już jedną w technologiach mobilnych udało im się przeprowadzić? Czy Państwo komentatorzy technologiczni pamiętają nazwę firmy, która wręcz zmiotła z rynku Palm'a, a Nokię, Motorolę i Blackberry doprowadziła na krawędź upadku? No? Ciepło, ciepło... Tak. Apple. To iPhone i iOS zmarginalizował gigantów rynku i do dziś dnia konkurencja nie jest w stanie złapać drugiego oddechu. Żadna firma będąca w koalicji wielu producentów wspieranych przez gigantyczne Google nie stworzyła urządzenia na miarę iPhone'a – tak dyskutowanego przed każdym odświeżeniem modelu i przez tyle lat kupowanego tak chętnie.

Co miałoby być rewolucją, która „ożywi” Apple? Zmiana wyglądu systemu mającego tylu zwolenników i użytkowników? To nie jest takie proste. Każda zmiana wyglądu ciągnie za sobą mniejsze lub większe zmiany w obsłudze i zachowaniu systemu. To wymusza aktualizacje na producentach oprogramowania, ale też powoduje niezadowolenie użytkowników. Właśnie Microsoft wprowadza radykalne zmiany w swoim systemie operacyjnym i choć zachowanych jest wiele ze starych elementów interfejsu, pełno w prasie głosów krytycznych. Jeszcze nie było oficjalnej premiery systemu Windows 8, ale ta fala niezadowolenia może odbić się na wynikach sprzedaży. Łatwo wyobrazić sobie czym grozi utrata pozycji lidera na ciągle nowym rynku urządzeń i systemów mobilnych, na pewno nie jest to rewolucja, którą przygotowuje się w zakamarkach firmy z Cupertino. Jeśli chodzi o iPhone'a i iPada widoczna jest strategia stałego udoskanalania produktu i ciągłej współpracy z programistami. Z jednej strony iPhone zachował taki charakter za jaki go polubiono, z drugiej stał się urządzeniem lepszym o większych możliwościach. Przecież to idealny kompromis. Kto i w imię czego miałby go rujnować? Ludzie w Apple czują puls ulicy. I, co wielokrotnie udowodnili, rzadko się przejmują tym, co piszą komentatorzy technologiczni. Szczególnie ci, którzy albo nie rozumieją tego, o czym piszą, albo gonią za odwiedzianami swoich stron. A ostatnio widać w Polsce pewną tendencję: huzia na Apple, Apple zdycha. Nie martwcie się, Panowie. Apple ma się dobrze. Spokojniej z tym namawianiem do rewolucji. Ta o nazwie iPhone i iPad przyniosła popularność smartfonów, interfejs dotykowy, aplikacje mobilne, rozwój serwisów chmurowych, nowy sposób dystrybucji i dostępu do treści, a nawet... interfejs Modern w Windows 8 i tablet Microsoft Surface. Rzeczywiście. Pora staczać się w przeciętność, bo przecież to koniec. Co można więcej osiągnąć skoro już zdobyło się sympatię, uznanie i portfele milionów użytkowników?

Więcej wpisów