Oct 19, 2012

Uważam się za osobę przywiązaną do metod pracy, które coraz częściej nazywane są staroświeckimi. Mam włączony komputer, ale uzgodniony właśnie przez telefon termin zapisuję na kartce papieru leżącej obok. Myśli z właśnie czytanej książki przepisuję do tradycyjnego kalendarza choć powinienem korzystać z Quotebook lub, co jeszcze wygodniejsze, Evernote. Swego czasu zdigitalizowałem (ależ okropne słowo) kolekcję płyt CD i wgrałem ją do iPoda, najczęściej jednak sięgam na półkę, biorę srebrny krążek i wkładam go do odtwarzacza. Lubię jak mechanizm zaświszcze, piśnie, cichuteńko mruknie, potem zaś z głośników zacznie płynąć muzyka. Niemniej nie jestem rozwiązaniom cyfrowy niechętny. Wręcz przeciwnie. Uwielbiam funkcjonalne urządzenia lub programy pod jednym wszakże warunkiem. Muszą być genialne w swojej prostocie. Intuicyjne. Jak ołówek lub kubek do kawy. Z tego powodu niezwykle długo przymierzam się do decyzji o wyborze oprogramowania. Sprawdzam przydatność, oceniam wygodę pracy. Ideałem jest jeśli program coś wnosi do mojego sposobu pracy. Wiem, że to jest trudne do określenia i ulotne, ale jeśli dzięki programowi coś mogę zrobić łatwiej i przyjemniej, jestem wówczas przekonany do używania. Celowo nie piszę tu magicznego słowa „szybciej”. To jak prędko wykonamy pracę zależy bardziej od dyspozycji umysłu, mniej od używanego programu. Jestem wielkim sympatykiem programu Scrivener. W moim przypadku program ten idealnie trafił w potrzebę opanowania chaosu różnych notatek i umożliwił komfortowe rozwijanie myśli zawartych w każdej z osobna zajmując się zebraniem ich w całość. Tu kilka zdań wyjaśnienia: każdy dłuższy tekst powinien mieć swoją konstrukcję. Wiele osób pisze krótkie formy, felietony, wpisy na blog, recenzje. Takie teksty mają maksymalną długość kilku stron. Inaczej sprawa się ma z pracami naukowymi, książkami lub, co mi bliższe, scenariuszami filmowymi czy opowiadaniami. To teksty składające się z minimum kilku tysięcy wyrazów. W zależności od formy mają rozdziały, części lub sceny. Tematy wiodące i poboczne. Bohaterów, wątki główne i epizody. Rzadko kiedy w trakcie opracowania pierwszych pomysłów można ogarnąć całość utworu. Stąd właśnie bierze się bałagan pierwszych szkiców. Idee przychodzą do głowy czasem w różnej kolejności. Są zapisywane w różnych miejscach stosownie do tematu. Właśnie dlatego jednym z ulubionych narzędzi pracy scenarzystów jest tablica korkowa. Na karteczkach notuje się hasła i przyczepia w różne miejsca, w zależności od relacji z inną osobą, lokacją lub zdarzeniem. Potem karteczki można przenosić, wyrzucać, dodawać kolejne. Powstaje wizualna reprezentacja utworu, który później zostanie zapisany w formie literackiej. Nierzadko na tablicę korkową wędrują zdjęcia, wycinki z gazet, mapy i kawiarniane serwetki, które posłużyły do błyskawicznego narysowania lub zanotowania czegoś, co nagle przyszło do głowy. Tu właśnie wracam do tematu, wspomniałem już o mojej sympatii do programu Scrivener, który jest połączeniem edytora tekstu ze szkicownikiem i korkową tablicą. W założeniu jest to program, w którym autor może stworzyć swoje dzieło od samego początku do końca. Od lakonicznej notatki zapisującej pomysł aż do książki lub sztuki teatralnej bądź scenariusza. Korzystam ze Scrivenera bardzo intensywnie, ale jednak jednej rzeczy mi brakowało. Cyfrowego odpowiednika wspomnianej już kawiarnianej serwetki. Próbowałem wypełnić tę lukę szukając programu do tzw. mapy myśli, ale odrzucały mnie swoistym ukierunkowaniem na świat biznesu i pojedynczych projektów, które można rozgałęziać, ale zawsze jest nadrzędny punkt wyjścia. Tymczasem pierwsza część prac nad np. scenariuszem to swobodny zapis myśli. Bohater, relacja z innym bohaterem. Zdarzenie. Potem kolejne. Pojawia się kolejna osoba, kolejna relacja. To powoduje inne wydarzenia i zmianę układu. Kolejne pomysły mogą być lepsze więc zyskują na znaczeniu i należy im zmienić hierarchię marginalizując lub usuwając inne osoby i zdarzenia. Do pewnego momentu nieustannie zmienia się układ pomiędzy elementami układanki. Najwygodniej jest właśnie zapisywać hasła w różnych miejscach, przesuwać je i łączyć. Dlatego twórcy Scrivenera zaproponowali program, który umożliwia sporządzenie swobodnej mapy myśli i kierowany jest właśnie dla ludzi pióra. Scapple jest niczym innym tylko cyfrową kawiarnianą serwetką. Można po niej pisać. Możliwe jest również dołączenie ilustracji. Przeciągnięcie jednego hasła na drugie powoduje powstanie powiązania. Ważniejsze zapiski można ująć w ramkę. Wszystkie można dowolnie przesuwać w inne miejsca. Powtórne przeciągnięcie notatki na notatkę likwiduje istniejące między nimi połączenie (zwizualizowane poprzez linię łączącą elementy). Krótko mówiąc obsługa programu jest bajecznie prosta, co ma ogromne znaczenie. Zdecydowanie lepiej jest zająć się tworzeniem nim nauką obsługi oprogramowania. Trafnym zabiegiem jest uczynienie Scapple osobnym programem, a nie częścią Scrivenera. Użytkownicy tego drugiego przeniosą swoje bazgroły poprzez przeciągnięcie ich na tablicę korkową. Pozostali mogą swoje notatki wyeksportować. W formie graficznej jako pdf lub tekstowych, txt i rtf. Dzięki temu mogą kontynuować pracę w Wordzie lub Pages, które wymuszają nieco bardziej „liniowy” i hierarchiczny sposób pracy i są takich funkcjonalności pozbawione. Scapple w doskonały sposób uzupełnia zarówno standardowe edytory tekstu jak i Scrivenera. Przypuszczam też, że jest w stanie doskonale zastąpić już istniejące programy do mapowania myśli. Program pojawił się kilka dni temu i na razie jest w fazie próbnej dostępnej do pobrania za darmo. W przyszłości ma być w cenie do dziesięciu dolarów, ale nie mniejszej niż pięć. Tak na forum zapowiadają twórcy. Biorąc pod uwagę fakt, że już jest to program, który uruchamiam codziennie i uznałem za niezbędny dla mojej pracy, cenę uważam za niezwykle atrakcyjną i kupię go od razu, gdy pojawi się w formie oficjalnej.

Image

Scapple można pobrać tutaj, w tym miejscu również skrócona instrukcja obsługi i sposoby użytkowania. Bardzo polecam choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to program dla wszystkich.

Więcej wpisów