Oct 29, 2012

Pierwsza generacja tabletu Apple od pewnego czasu uchodzi za dosyć niefortunną. To produkt wpuszczony w celu wysondowania rynku, bardzo szybko zastąpiony udoskonalonym modelem, który w sprzedaży jest po dziś dzień. Natomiast pierwszy iPad coraz częściej pomijany jest programistów (szczególnie dotyczy to gier), stracił również wsparcie producenta i ostatnim systemem, który można do niego wgrać jest iOS 5.1.1. Można odnieść wrażenie, że używanie pierwszego iPada jest pozbawione sensu. Apple ma już w swojej ofercie dużo mocniejsze tablety a w internecie można trafić na wpisy rozżalonych posiadaczy skarżących się, że sporo programów nie działa na pierwszym iPadzie tak jak powinno. Czy naprawdę jest tak źle?

Tak się składa, że użytkuję oryginalnego1 iPada już prawie dwa lata. Dostarcza mi po dziś dzień sporo radości. Zdaję sobie sprawę z wielu ograniczeń tego urządzenia i dopasowałem je do swoich potrzeb. Od razu jednak zaznaczę: nie jestem zapalonym graczem. Bawię się z dziećmi w wiele tytułów, które nie sprawiają problemów na tak ograniczonym sprzęcie jakim jest pierwszy iPad, ale jeśli tylko ktokolwiek myśli o iPadzie jak o konsoli, zdecydowanie może wykreślić najstarszą generację z listy zainteresowań.

Moim podstawowym narzędziem pracy jest trzynastocalowy Macbook Pro. Nawet gdybym bardzo chciał, nie mógłbym być zależnym wyłącznie od iPada. Generacja nie ma tu znaczenia. Po prostu dostępne dla tabletu Apple narzędzia nie oferują takich możliwości, a w niektórych przypadkach takiej wygody jak oprogramowanie zainstalowane w komputerze. Mimo to iPad świetnie, powtórzę jeszcze raz, świetnie sprawdza się w charakterze urządzenia do szybkiej rewizji poczty lub tekstów, zaawansowanego notatnika lub wręcz swoistej maszyny do pisania. Ze względu na ograniczoną pojemność urządzenia, mam wersję z szesnastoma gigabajtami pamięci, ograniczam ilość zainstalowanych aplikacji. Do zapisu pomysłów, wypunktowania związanych z nimi problemów używam aplikacji „Notatki”. Wraz z Mountain Lion pojawiła się jej wersja wbudowana w system OS X. Czyli teksty synchronizują się poprzez iCloud i są dostępne w komputerze i iPadzie. Zważywszy na ich tymczasowy charakter, sensowne pomysły niezwłocznie przenoszę do innych programów, nie mam powodu, by szukać innej aplikacji tego typu. Choć trzeba przyznać, że o wyglądzie „Notatek” można dyskutować, nie każdemu przypadnie do gustu. Zaletą dla mnie jest lekkość, szybkość działania i wygoda. Tablet mam pod ręką. Kiedy tylko przyjdzie mi coś do głowy, zapisuję. Wiem, że będę to miał na swoim miejscu od razu gdy siądę do komputera. Bez zastanawiania się jak nazwałem ten plik i gdzie on jest. Tworzę też na iPadzie dłuższe teksty. W App Store jest spory wybór aplikacji do pisania, od najprostszych do bardziej zaawansowanych. „Pages” choć nie należy do najtańszych, jest uniwersalnym rozwiązaniem, bo w miarę poprawny sposób odczytuje (i zapisuje) dokumenty MS Office. Podobnie jak „Notatki” synchronizuje się ze swoim komputerowym odpowiednikiem. Nawet iPad najstarszej generacji stwarza warunki, by tworzyć setki stron treści. A dzięki aplikacjom takim jak „Storyist” może być (i dla mnie jest) doskonałym zapleczem warsztatu pracy scenarzysty. Tu co prawda synchronizacja odbywa się poprzez Dropbox, ale znowuż mam swobodę przenoszenia się z pracą z komputera na tablet i odwrotnie.

Jeśli chodzi o pisanie to są też takie prace, które mogę wykonać w całości na najstarszym iPadzie. Wpisy na blog, krótsze formy literackie, szkice, listy - z powodzeniem wykorzystuję do ich tworzenia iPada nawet nie otwierając komputera. Aplikacje, w których powstają (Writeroom, Writing Kit, czasem Office2HD) pracują na starym iPadzie stabilnie. Nie zdażyło się jeszcze, bym stracił dane, a program się na przykład samoczynnie zamknął. Myślę, że to istotna informacja dla kogoś, kto myśli o pierwszym iPadzie z drugiej ręki, bo szuka przenośnej maszyny do pisania. Dodam jeszcze, że przetestowałem większość dostępnego dla platformy oprogramowania do tworzenia tekstów. Kolejna sprawa - poczta elektroniczna. Z jednej strony trudno tu pisać o zaletach, nie ma już chyba na rynku urządzeń osobistych nieumiejących obsługiwać emaili, ale prostota, dobre działanie i wygoda to powód, dla którego czytam i odpisuję na listy głównie za pomocą iPada. Nie wątpię, że w nowszych wersjach systemu iOS będą się pojawiały kolejne funkcje programu pocztowego, jednak do codziennych potrzeb ten wbudowany w pierwszego iPada jest wystarczający. Sporo osób uważa, że piętą achillesową pierwszej generacji iPadów jest przeglądarka internetowa Safari. Paradoksalnie dziś mobilne Safari sprawia mniej problemów niż w dwa lata temu. Wtedy doskwierał brak flasha i niewielka ilość pamięci RAM w tablecie, ale rozwój rynku tabletów spowodował, że witryny w internecie są dużo lżejsze, lepiej zoptymalizowane i zawierają multimedia przyjazne urządzeniom mobilnym. Muszę tu napisać, że przez dłuższy czas dokuczała mi niestabilność Safari. Winną była synchronizacja zakładek z iCloud. Wystarczyło ją wyłączyć i Safari może pracować godzinami nie sprawiając kłopotu. Czasami rzeczywiście tablet zachowuje się w sposób zaskakujący zamykając samoczynnie Safari podczas otwierania bogatej w zawartość strony, ale wystarczy zmienić mu ułożenie na pionowe, by ta sama witryna ładowała się bez problemu. To są jednak przypadki sporadyczne i dotyczą tylko jednej strony z tych, które odwiedzam, nie sądzę więc, by był to problem z iPadem. Aktualizacja starego iPada do systemu w wersji iOS 6 jest niemożliwa, ale ma to swoją zaletę. Aplikację do obsługi YouTube napisaną w Apple. Jest po prostu bardzo dobra. Traktuję ten serwis jako źródło koncertów i dzięki wbudowanemu w iPad programowi korzysta mi się z niego bez problemów i wszędobylskich na YouTube reklam. Niestety, gorzej jest z odtwarzaniem filmów zgromadzonych przeze mnie na domowym dysku sieciowym. W pełni bezproblemową obsługę multimediów zapewnia jedynie program XBMC, który potrafi wyświetlić nawet film wysokiej rozdzielczości. Żaden z odtwarzaczy dostępnych w oficjalnym App Store nie dorównuje mu możliwościami.

Nie mogę pominąć funkcji czytnika książek lub materiałów prasowych. Rozważałem zakup Kindle ze względu na ekran w technologii e-ink, ale bardzo odpowiada mi wielkość ekranu iPada. Idealnie trafia w mój gust, zawsze wolałem książki o większym formacie. Należę do tych osób, które nie są zainteresowane ani tabletem ani czytnikiem o rozmiarze ekranu zbliżonym do siedmiu cali. Taki ekran jest dla mnie po prostu zbyt mały. Czytam dużo i iPad jako czytajka świetnie mi się sprawdza, dzięki 3G mam zawsze dostęp zarówno do książek jak i materiałów potrzebnych do pracy. To się nie zmieni. Na rynku są modele lepsze i szybsze, ale iPad pierwszej generacji służy mi dobrze i spełnia swoje zadanie. Gdybym dziś chciał zakupić urządzenie z drugiej ręki, rozglądałbym się za modelem drugiej generacji. Chyba że naprawdę dysponujemy małym budżetem, każde sto złotych się liczy i zakup droższych rzeczy nie wchodzi w grę. Wtedy warto się zastanowić jakie ma być przeznaczenie tabletu. Jeśli coś w rodzaju lekkiego i przenośnego biura, może się okazać, że iPad pierwszej generacji z zewnętrzną klawiaturą będzie kosztował niewiele i będzie znacznie lepszym wyborem niż widoczne wszędzie chińskie2 tanie tablety z Androidem, których jedyną zaletą jest to, że są nowe. Stary iPad bezproblemowo posłuży do pisania, przeglądania internetu, czytania, sprawdzi się jako komunikator i, w przypadku modelu 3G, jako nawigacja w samochodzie. A i z mniej wymagającymi grami też nie powinno być problemu. Warto spojrzeć na niego życzliwszym okiem.


  1. pierwsza generacja iPadów nazywana jest oryginalną. 

  2. mam na myśli niefirmowe, bo dziś raczej większość sprzętu jest produkowana w Chnach, również ten z logo Apple. 

Więcej wpisów